Oferta wydawnicza - Książki
Tytuł: Gwarili na Bukowinie... Baśnie, legendy i historie prawdziwe zebrała i spisała Joanna Gorzelana
Rodzaj książki: 
Opublikowane
Rok wydania: 
2012
Autor: 
Zygfryd Seul, Joanna Gorzelana
Opis: 

Przed nami znajduje się książka, w której zapisałam baśnie, legendy oraz historie prawdziwe, jakie gwarili na Bukowinie. Bukowina jest krainą porośniętą bukami. I choć ziemie te nigdy nie należały do rdzennych, polskich terenów, to właśnie tu Polacy osiedlali się intensywnie od początku dziewiętnastego wieku. W przeszłości na Bukowinie władali książęta mołdawscy, tureccy, od końca osiemnastego wieku Austria, po pierwszej wojnie światowej Rumunia, a od roku tysiąc dziewięćset czterdziestego część jej terytorium przyłączono do Związku Radzieckiego. Obecnie południowa jej część należy do Rumunii, a północna do Ukrainy. Mieszkająca tam ludność reprezentuje różne narodowości i różne wyznania. Przytoczone opowieści dotyczą bukowińskiej kultury i historii. Trudno jednoznacznie określić, kto jest ich autorem, ponieważ z pokolenia na pokolenie były przekazywane ustnie i należały do wszystkich przedstawicieli bukowińskiego etnosu. W zbiorku tym „ocalono od zapomnienia” ponad 50 różnych opowieści. Niektóre z nich współtworzą dodatkowe wątki, jak w opowieści o Madeju.
Jako potomkini rodu z Bukowiny i współautorka tego zbioru bukowińskich opowieści dodam, że jest on kompozycją historii, które najpierw przez pół roku nagrywałam, a następnie utrwaliłam w wersji pisanej, przygotowując je tym samym do druku. Muszę przyznać, iż większość z nich to moje „dobre znajome” z dzieciństwa. Opowiadali je rodzice, i krewni... Jednak głównym przyczynkiem powstania tego zbioru jest postawa mojego Ojca – Zygfryda Seula, jego Współautora, który na zadane przez mnie pytanie: – Czy mógłby tata powiedzieć, co tak naprawdę spowodowało, ze pamięta Tata tyle opowieści? – odpowiedział: – Prawdę mówiąc od lat noszę się z zamiarem spisania tego wszystkiego, co pamiętam z Bukowiny. Ten zamysł powstał, gdy w sześćdziesiątym pierwszym roku, mój młodszy brat Erwin, który poszedł pracować jako leśniczy w Bieszczady, napisał do mnie list i tam pytał, kim to tak naprawdę byli Huculi. Przypomniał sobie, że jak był mały to, zgryźliwie przezywano go Hucułkiem (zresztą mnie też). Pytanie o Hucułów dotyczyło de facto naszych korzeni. Odpowiedź wydawała mi się oczywista, ale by dać wyczerpujące wyjaśnienie, tak by brat wszystko zrozumiał to należałoby powiedzieć – napisać jeszcze przy okazji dla lepszego rozumienia wiele, wiele rzeczy. Bo na przykład nasz ojciec był z ruskiej rodziny jak Huculi, ale chcąc ożenić się z mamą przyjął katolicyzm. Nasza zaś babka – Magdalena była z rodu Charitonów, zubożałej szlachty. Będąc w wojsku spotkałem kapitana Charitona pracującego w sztabie. W trakcie rozmowy, gdy zapytałem, skąd Charitonowie na Bukowinie, odpowiedział, że przecież mówi o tym historia: „Za króla Olbrachta w bukowińskich lasach wyginęła szlachta”. Dopowiedział, że ród Charitonów za króla Jagiełły przybył na Litwę z Grecji, a później, po wyprawie Olbrachta zasiedlił bukowińskie ziemie. Po tym pytaniu Erwina zacząłem w zeszycie pisać historię rodów, ale wciąż nie mogę skończyć. A teraz im jestem starszy, tym ostrzej, wyraźniej widzę niektóre obrazy z dzieciństwa, a przy innych, to dopiero teraz rozumiem ich sens. Spodobała mi się wypowiedź, chorego już Miłosza, który na pytanie jak się czuje, miał odpowiadać: „Przytomnie, przytomnie, tylko same starocie chodzą mi po głowie”.
– Ta wypowiedź mojego Ojca rozpoczęła naszą rozmowę i nagrywanie. Może i starocie – odpowiedziałam, ale przecież to były i są znane historie. Jak to się dzieje, że są one utrwalane w świadomości słuchaczy, w taki albo inny sposób? – Ludzie opowiadali z różnych powodów. I w różny sposób. Na pewno, aby zadziwić, jak w tej historii o gadających zwierzętach, na pewno też, aby sobie wytłumaczyć coś niezrozumiałego jako trzęsące się liście osiki. Ale chyba najważniejsza to była nauka. Każda opowieść zawiera w sobie dość czytelne przesłanie, które mówi o tym, że jakaś dobroć czy skrucha będzie wynagrodzona choćby w niespodziewany sposób. A zło musi być odpokutowane.
– W takim razie, kto i komu opowiadał te historie? Wydaje się, że niektóre nie były przeznaczone dla dzieci.
– Opowiadali wszyscy i mężczyźni i kobiety, to była też taka rozrywka. Bo radio było po wojnie tylko w niektórych domach. A wcześniej podczas wojny Polacy nie mogli ani mieć, ani słuchać radia. To tylko Wiktor Prynców miał zakamuflowany odbiornik, słuchał i do dziś pamiętam, jak przyszedł do ludzi robiących w polu na wiosnę i powiedział: – Nie bydzie Polski, zabili i utopili Sikorskiego. Ale to osobna historia. Te legendy, nawet drastyczne opowiadali też dzieciom. Było to oswajanie ze złem, które spotyka człowieka wszędzie. Trudno jednoznacznie powiedzieć, skąd znam wszystkie opowieści, choć pamiętam, że na przykład o ojcu, który się przeraził licznego potomstwa, opowiadał Jano, a o tym chłopie co wracał z tureckiej niewoli - Ignac, zaś o tej babie, co ją chłop sprzedał do tureckiej niewoli – Reginka, spokrewniona z tymi ludźmi. Przy niektórych historiach zaznaczyłem, skąd je znam, ale czy to naprawdę takie ważne? Przecież o tym Ignacu, co wybił okno w chałupie, to wszyscy wiedzieli, jak i o tym, ile ważył Hundrejek na Italii. To były takie historie, które należą do wszystkich.
– Zastanawiam się, na ile są to na pewno te same historie, jakie opowiadano dawniej, a na ile przetworzone dzięki indywidualnemu sposobowi widzenia świata.
– Oczywiście trudno mi się obiektywnie wypowiadać. Ważna jest główna myśl, osnowa całej historii, a szczegóły zależą od wszystkich, którzy ją opowiadają. Opowieści, jakie znam, słyszałem od różnych ludzi. Niektóre mówiły kobiety – jak tę o Lunie, inne mężczyźni. Każdy opowiadał po swojemu. Podkreślał jedne elementy, wyciszał inne. Wiadomo, że nawet to, co się zapamięta, jest uzależniony od tego, kto słucha. Odbiór jest uzależniony od wieku słuchacza, bo inaczej myśli dziecko, inaczej dorosły, od zainteresowań. Mnie, na przykład, fascynował zawsze ten fragment starotestamentowego proroctwa, że dziecko będzie się bawić ze żmiją i chyba dlatego dobrze zapamiętywałem wszystko, co mówiono o wężach. A na przykład sens ostatniej w tym zbiorze historii o Pietrie, to uświadomiłem sobie, gdy usłyszałem o jego Fabianie. Pamiętam, że to było w Brzeźnicy, wracałem z zastrzyku, a chłopi stali przy kościele, bo akuratnie był robiony ołtarz na Boże Ciało. I zatrzymałem się, aby wstąpić do siostry, a przy okazji pogadać, posłuchać. I ktoś tam wspomniał: – Oj, z Fabianem to ni ma żartów, bo on do Warszawy poszedł i swoje wygrał. Ale musiał wygrać, bo jego tatko poszedł do cysara za swoją prawdą. I tak się nabijali chłopi. A mnie wtedy olśniło i pomyślałem: Ludzie!, to jest taka rzecz, że szkoda, aby to przepadło!
Mam nadzieję, że te historie nie przepadną i znajdą się czytelnicy, słuchacze, którzy poznając zebrane w tej książce historie, będą poznawać Bukowinę i ludzi stamtąd pochodzących. Nie chodzi tu o konkretne osoby, bo celowo opuszczono w ostatniej wersji nazwiska, które można przyporządkować prawie do każdej historii. Ważniejszy jest klimat i mentalność tych stron i ludzi wychowanych w kulturowym tyglu Europy: między wschodem i zachodem, północą i południem – gdzieś na Bukowinie.
W książce nie odgraniczam wyraźnie baśni i legend od historii prawdziwych. Nie próbuję też podzielić zebranych opowieści pod względem gatunkowym. Spisane monologi minimalnie „wyretuszowałam”. Muszę stanowczo zastrzec: język i styl należą do idiolektu Taty. Ja odpowiadam za kompozycję całości i ustalenia techniczne. Jednak prawdziwymi autorami tego wyboru są: życie i bukowińscy ludzie, którzy takie historie o nim gwarili. Tak naprawdę, to zapisane przeze mnie opowieści gwarili nie tylko na Bukowinie. Niektóre z nich opowiadali po wojnie już w Brzeźnicy czy Stanowie. Ale wszystkie one w jakiś sposób dotyczą ludzi z Bukowiny. Pojawia się w nich niekiedy gwara i obce wtręty. Dla tych, dla których język owych historii miałby być przeszkodą w ich lekturze, w zakończeniu „Baśni, legend i historii prawdziwych” zamieściłam słowniczek bukowińskich wyrazów, wyjaśnianych przez mojego Tatę. By lepiej terytorialnie zorientować Czytelnika, publikacja zawiera schematyczną mapkę Bukowiny. Natomiast dla wszystkich zainteresowanych realiami życia na Bukowinie podaję wybraną literaturę dotyczącą tej problematyki.

W drugim wydaniu pojawiły się ilustracje, za które serdecznie dziękuję młodym artystom. Są one świadectwem tego, jak współcześni czytelnicy wyobrażają sobie dawne opowieści.

Joanna Gorzelana

– córka Zygfryda Seula.